Sezon 2019/2020 wreszcie się zakończył, a kibicom Lecha pozostaje o nim jak najszybciej zapomnieć lub, przeciwnie, zapamiętać na wieki do czego może doprowadzić zarządzanie klubem sportowym wyłącznie przez pryzmat wyniku finansowego i minimalizacji ryzyka.

Teraz nadszedł czas na przygotowania do nowego sezonu. W najbliższych tygodniach kluczowe będzie zbudowanie kadry, która pod wodzą nowego sztabu będzie w stanie realnie podjąć walkę o trofea. W jednym z pierwszych tekstów naszej inicjatywy napisaliśmy, że warunkiem odnowy Lecha jest zbudowanie szerokiej kadry o odpowiedniej jakości, co oznacza zawodnika ligowej czołówki na każdej pozycji, a w kilku przypadkach po prostu najlepszego zawodnika w kraju. Dodatkowo na każdej pozycji powinien być zapewniony wartościowy zmiennik/rywal do walki o miejsce w pierwszej jedenastce.

Dokonajmy więc przeglądu wojsk i zastanówmy się, gdzie zmiany muszą nastąpić w pierwszej kolejności.

Bramka:

Zgodnie z doniesieniami prasowymi trener Skorża zarządził poszukiwania nowego bramkarza. Bardzo nas to cieszy, bo dotychczas kierownictwo klubu uważało, że duet Mickey Van Der Hart i Filip Bednarek daje wystarczająco dużo jakości. Tymczasem każdy z nich zagrał w ubiegłym sezonie co najwyżej kilka dobrych meczy, a ilość błędów przez nich popełnianych i brak pewności w bramce widział każdy oglądający Kolejorza w akcji. Z pewnością żadnego z nich nie można zaliczyć do ekstraklasowej czołówki goalkeeperów. Tak więc – potrzebny jest niewątpliwie bramkarz na miarę top ekstraklasy, a jeden z obecnych zawodników (raczej VdH) powinien pozostać w klubie jako zmiennik.

Środek obrony:

Obecnie na ŚO trener Skorża ma do dyspozycji Salamona, Milicia, Satkę, Rogne (do końca roku 2021) oraz wracającego po wypożyczeniu Crnomarkovicia, który jednak, mamy nadzieję, zostanie jak najszybciej odpalony, więc nie bierzemy go w naszych rozważaniach pod uwagę. Żaden ze środkowych obrońców nie błyszczał w ostatnich miesiącach, choć teoretycznie Salamon i Milic mają w miarę solidne CV, a Lubomir Satka w pierwszym sezonie w Lechu pokazał sporo jakości. Być może więc pod okiem nowego sztabu uda się zestawić z tych zawodników parę sensownych stoperów. Niestety, Thomasa Rogne trudno uznać za pełnoprawnego zawodnika ze względu na stan jego zdrowia. W obliczu wielkich braków na innych pozycjach można zapewne uznać, że do końca roku trójka Salamon, Milic, Satka z rezerwowym Rogne będzie wystarczająca. Natomiast najpóźniej w zimowym okienku potrzebujemy nowego zawodnika na tę pozycję.

Boki obrony:

W kadrze Kolejorza nie ma obecnie ani jednego nominalnego lewego obrońcy. Jak słusznie twierdził Maciej Skorża, chcąc walczyć o cokolwiek Kolejorz potrzebuje na każdej pozycji przynajmniej dwóch rywalizujących zawodników, więc jednym z najwyższych priorytetów jest ściągnięcie już latem dwóch lewych obrońców. Z kolei na prawej stronie mamy Alana Czerwińskiego, który w formie z Zagłębia Lubin z pewnością mógłby być wartościowym graczem w walce o trofea. Niemniej brakuje mu zmiennika, bo wystawianie na PO Lubo Satki nie do końca zdaje egzamin oraz bardzo ogranicza możliwości wyboru na środku defensywy.

Środek pola – Pozycje 6 i 8:

Jest to obecnie najlepiej obsadzona strefa boiska w kadrze Lecha. Mając Tibę, Kvekve, Murawskiego i Karlstroma wydaje się, że trener będzie miał wystarczającą rywalizację i możliwości manewru.

Skrzydła:

Nominalnymi skrzydłowymi w Lechu są obecnie Jakub Kamiński (niezły rok 2020, słabsza wiosna), Michał Skóraś (bardzo nierówny, kilka przyzwoitych występów przeplatał z byciem jednym z najsłabszych Lechitów na boisku) i Jan Sykora (trudno byłoby z wszystkich jego występów zrobić kompilację 90 udanych minut). Nawet jeśli nowemu sztabowi uda się wykrzesać więcej jakości z obecnych zawodników, to minimum jeden skrzydłowy o bardzo wysokiej jakości jest niezbędny, a realnie rzecz biorąc na bokach powinno pojawić się dwóch nowych graczy. Z drugiej strony, o czym za chwilę, na jednym ze skrzydeł będzie zapewne „na stałe” obsadzony młodzieżowiec.

Ofensywny pomocnik/drugi napastnik:

Głównym zawodnikiem na pozycji nr „10″ jest obecnie Dani Ramirez, którego ocena nie jest jednoznaczna. Kilkakrotnie pokazał sporo jakości, choć zdarzały mu się też bardzo słabe występy. Niewątpliwie powinien on w Lechu zostać, potrzebuje jednak mocnego rywala do składu. Obecnie teoretycznie kandydatami do tej roli mieliby być Marchwiński (na dziś z pewnością nie gotowy do tej roli) oraz wracający z wypożyczenia Juliusz Letniowski (też mamy poważne wątpliwości, czy jest już na poziomie pozwalającym na pociągnięcie Lecha do walki o trofea). Można również próbować ustawiać wyżej Tibę czy Kvekve, lub grać na dwóch napastników, niemniej będą to swoiste półśrodki. Tak więc klasowa „10″ powinna być jednym z celów transferowych, choć może nie z najwyższym priorytetem

Atak:

Mikael Ishak jest jednym z najbardziej udanych transferów Lecha w ostatnim czasie i niekwestionowanym wyborem numer 1 do pierwszego składu. Czy ma jednak godnego zastępcę/rywala? Aron Johannsson po niezłym wejściu do drużyny przez większość czasu rozczarowywał, Filip Szymczak podobnie (ma zresztą podobno iść na wypożyczenie). Kto więc zastąpi Mikaela lub zagra z nim w parze? Kandydatów specjalnie nie widać. Wydaje się więc, że również linia ataku powinna zostać wzmocniona o zawodnika mogącego wspomóc lub zastąpić podmęczonego czy kontuzjowanego Ishaka.

Co z młodzieżowcem?

Zawodnicy, którzy zaliczyli przynajmniej kilka występów w mijającym sezonie i będą mieć status młodzieżowca w kolejnym to: Kamiński, Skóraś, Marchwiński i Szymczak. Mówi się o tym, że Szymczak ma się udać na wypożyczenie. Jest jeszcze Klupś, na którego trudno liczyć ze względu na stan zdrowia i dlatego nie został uwzględniony w naszej wyliczance, bo w ostatnim sezonie praktycznie nie grał. W dalszej kolejności w kadrze są jeszcze Bąkowski, Palacz, Borowski, Kozubal, a także np. Smajdor, Szramowski, Karbownik czy Pacławski. Niestety biorąc pod uwagę, w którym miejscu w tabeli znajdują się rezerwy Lecha trudno liczyć na to, że któryś z tych zawodników może grać w pierwszej drużynie nie osłabiając jej nadmiernie. Wygląda więc na to, że podstawowym młodzieżowcem Lecha w nowym sezonie musi być Jakub Kamiński wspomagany przez Skórasia czy Marchwińskiego. Znając włodarzy Lecha można się liczyć z tym, że zechcą wykorzystać Palacza, Smajdora lub Borowskiego na bokach obrony. W praktyce jednak należy chyba przyjąć, że w większości meczy młodzieżowiec będzie obsadzony na skrzydle.

Priorytety:

Na dziś najważniejszym i najpilniejszym wydaje się sprowadzenie bramkarza, lewego obrońcy i skrzydłowego. Zwłaszcza ta pierwsza pozycja woła o wzmocnienie, gdyż Lech od wielu lat nie miał na bramce zawodnika, który gwarantowałby uratowanie kilku ważnych punktów w sezonie i przy okazji popełniałby niewiele błędów. Jest to ważne również dlatego, że środek obrony pewnie nie zostanie wzmocniony a do naszych stoperów można było mieć w tym sezonie wiele zastrzeżeń. Aby można powiedzieć, że Lech naprawdę buduje kadrę do walki o trofea, do zespołu powinni jeszcze dołączyć prawy obrońca, drugi lewy obrońca oraz ofensywny pomocnik/napastnik. Nie wymieniamy drugiego skrzydłowego, bo, jak napisano wcześniej, ta pozycja będzie zapewne „obstawiona” przez Kamińskiego lub Skórasia jako młodzieżowców. Ostrożne szacunki mówią więc o tym, że Kolejorz bardzo potrzebuje minimum 6 jakościowych transferów. Najpóźniej w kolejnym okienku powinien się pojawić ŚO za Thomasa Rogne, choć wszyscy wiemy, że lepiej byłoby aby przyszedł już teraz.

Trudno uwierzyć, że zarząd Lecha pozwoli sobie na tak awanturniczą politykę transferową. Jeszcze większym problemem jest wiara w jakość sprowadzanych graczy – wszyscy znamy skuteczność skautingu Lecha w ostatnich latach. Czyli – tak naprawdę nadchodzące tygodnie to dla pionu sportowego „Mission Impossible”. Jeśli jednak coś w naszym klubie miałoby się naprawdę zmienić, to właśnie tego nam trzeba – zrobienia czegoś dotąd niemożliwego.

W najbliższych tygodniach aktywność naszej grupy ulegnie istotnemu ograniczeniu. Napisaliśmy już w większości, co myślimy o wielu obszarach działalności klubu. Teraz chcemy przekonać się, czy 11 miejsce na koniec ostatniego sezonu zmusi włodarzy klubu do głębszej refleksji i zmiany sposobu działania, czy też kontynuowane będzie osuwanie się Lecha na piłkarskiej mapie Polski. Do większej aktywności wrócimy wraz z nadchodzącym początkiem sezonu, a w międzyczasie chętnych zapraszamy na nasz profil facebookowy -> TUTAJ gdzie będziemy monitorować ruchy Lecha w lecie.

Korzystając z okazji chcielibyśmy powitać w naszym gronie kolegę Pawlisko, który odtąd wspólnie z nami prowadzić będzie krucjatę o przywrócenie Lechowi pozycji, na jaką zasługuje.

Didavi, Jacek_komentuje, kibol z IV, leftt, Siódmy Majster, tomasz1973, Pawlisko


Nasza akcja „Ubieramy majstra” została opisana przez dwóch dziennikarzy będących jednocześnie tak jak i my wielkimi kibicami Kolejorza – panów Józefa Djaczenko i Radosława Nawrota. Artykuły opisujące naszą inicjatywę ukazały się więc odpowiednio na portalach kibicpoznański.pl i interia.pl.

Celem naszej akcji było oczywiście pokazanie władzom Lech Poznań co dla nas – kibiców jest najważniejsze w zbliżającym się jubileuszowym roku i nie robiliśmy tego, aby zyskać rozgłos w mediach natomiast sytuacja ta pokazuje, że nawet niewielka grupa kibiców może wywołać reakcje, z którą zarząd po prostu będzie musiał się zmierzyć.

Poniżej prezentujemy to, co o naszej inicjatywie napisali wspomniani wcześniej dziennikarze.

Radosław Nawrot(interia.pl):

Lech Poznań to nie korporacja. Przesyłka dla prezesów klubu

W gabinetach prezesów, na ich ścianach wiszą drogocenne „obrazy”. Ważniejsze niż puchary, medale, które można wywalczyć, a które dla zarządu są nieistotne. Cenniejsze okazują się…koszulki. Koszulki wychowanków, sprzedanych za miliony złotych. Tylko nieliczni z nich zdobyli z Lechem mistrzostwo Polski – piszą kibice Lecha Poznań do prezesów Piotra Rutkowskiego i Karola Klimczaka oraz dyrektora Tomasza Rząsy. I wysłali im prezenty.

Tym prezentem są właśnie koszulki, na których napisano hasła „Liczy się tylko majster” i „Lech to nie korporacja, Lech to my – jego kibice”. Przesyłko są spersonalizowane, zawierają nazwiska Karola Klimczaka i Piotra Rutkowskiego. – Chodzi o to, by nimi wstrząsnąć i pokazać jasno, na czym zależy kibicom – słyszymy. – Chcemy w ten sposób dać wyraz naszego niezadowolenia. Chcemy wymusić presję na zarządzie, by podejmowane przez nich decyzje były ukierunkowane tylko na jeden cel, na zdobycie mistrzostwa. Jest to nasz, niesłyszalny z wiadomych względów na trybunach, na stadionie, głos, krzyk sprzeciwu wobec dotychczasowych działań klubu. To pressing, który ma spowodować powrót Lecha na właściwe, sportowe, zwycięskie tory.

Lech Poznań od sześciu lat pozostaje bez jakiejkolwiek wygranej – ani mistrzostwa, ani Pucharu Polski. Coraz częściej mówi o sobie jako o „zespole topowym” czy „czołową drużyną w kraju”, dopiero ostatnio trener Maciej Skorża i piłkarz Jakub Kamiński zaczęli deklarować walkę o dublet.

Kibice założyli profil Majster na Stulecie. Piszą tak: „19 marca ruszyliśmy z akcją #MajsterNaStulecie publikując  na stronie kkslech.com, dzięki uprzejmości Redakcji, pierwszy z wielu felietonów opisujących fatalne, nieudolne zarządzanie Lechem przez obecnego właściciela, prezesa i zarząd klubu. Staraliśmy się i będziemy to robić nadal, by w merytoryczny sposób przedstawiać wszystkie popełniane przez nich błędy, które od lat, przyczyniają się do rozbioru wielkiej marki, jaką na mapie Polski jest Lech Poznań. Wybrana data oczywiście nie była przypadkowa. Jak doskonale wiecie tego dnia Lech Poznań obchodził 99 rocznicę swojego powstania. Dokładnie za rok od tej daty obchodzić będziemy 100-lecie klubu, stąd też nazwa naszej kibicowskiej inicjatywy. Mając już dość kolejnych kompromitacji, przegranych sezonów, także tych „przejściowych”. Nie godząc się z tym jak przez ostatnie lata systematycznie roztrwaniany jest potencjał naszego klubu, postanowiliśmy działać, bo nie chcemy oglądać Lecha, który znajduje się w środku ligowej stawki. Nie interesują nas transferowe rekordy sprzedaży.”

Artykuł jest dostępny tutaj.


Józef Djaczenko(kibicpoznanski.pl)

Kibice Lecha nie pozostawiają wyboru: #Majster Na Stulecie!

Ma być majster na stulecie klubu – i koniec! Innego wyjścia nie widzą. Kibice żyją Lechem. Przeżywają traumę. Mają dość czekania. Uważają, że klub z własnej, nieprzymuszonej woli nie spełni marzeń setek tysięcy fanów – bo co najmniej tylu, nie tylko w Wielkopolsce, mu sprzyja – i nie postawi wszystkiego, co ma, na sukces. Zadbali o stosowne koszulki, wysłali je z pismem przewodnim do władz Kolejorza. Oto ich stanowisko:

– Jesteśmy z Lechem od dawna, to część naszego życia. Dlatego postanowiliśmy zrobić cokolwiek, bo głos pojedynczych kibiców czy dziennikarzy nie jest słyszany, protesty realizowane przez zorganizowane grupy kibicowskie (choćby ten z meczu z Legią trzy lata temu) też niewiele dały. Liczyliśmy, i nadal liczymy, na zaktywizowanie kibiców, którzy nie są zrzeszeni w żadnych grupach, a myślą podobnie jak my.

Biorąc pod uwagę kolejne lata bylejakości i degrengolady sportowej Lecha postanowiliśmy działać. Władze Lecha konsekwentnie odzierają nas ze złudzeń, bo widać wyraźnie, że cel sportowy nie jest ich priorytetem. Ale cóż, nadzieja umiera ostatnia. Pozostaje nam, wbrew oczywistym, codziennym obserwacjom, liczyć na to, że ktoś w końcu zauważy, że bez sukcesu sportowego nie uda się długoterminowo zbudować stabilnego klubu piłkarskiego na wysokim poziomie. Na Akademii też nie da się nie wiadomo ile zarobić, jeśli ogrywając się w ekstraklasie wychowankowie będą walczyć o utrzymanie zamiast o mistrzostwo.

Nie zgadzamy się na to, aby Lech był traktowany przez obecny zarząd tylko i wyłącznie jako okno wystawowe służące napędzaniu ceny na zawodników z Akademii. Nie zgadzamy się na to, aby w Lechu aktywny i skuteczny był tylko dział sprzedaży. Nie zgadzamy się na to, aby Lech znaczył coraz mniej nie tylko w Polsce, ale nawet w Wielkopolsce. My już nie prosimy, my żądamy powrotu naszego Kolejorza na właściwe tory, my żądamy inwestycji nie tylko w infrastrukturę, ale w wartość sportową zespołu, my żądamy zawodników gotowych wejść w polską ligę i wygrać ją. My żądamy Majstra i Pucharu Polski, a jubileuszowy sezon tym bardziej musi zmobilizować właścicieli do działań! Przekazane przez nas zarządowi koszulki to głos tych, którym ten klub leży na sercu…Głos kibiców KKS LECH POZNAŃ!

Artykuł jest dostępny tutaj.


Król jest nagi. Lech Poznań jest nagi. To fraza doskonale opisująca sytuację panującą w klubie od wielu lat, idealnie podsumowująca zarządzanie Kolejorzem przez jego właściciela, prezesa i zarząd. Przysłowie stwierdzające rzeczywistość. Obnażające prawdę. Taką sytuację mamy właśnie w Lechu. Wszyscy widzą jaka jest prawda. Lech zarządzany w ten sam sposób, przez kilkanaście lat, nie potrafi skutecznie zdominować ligi. Nie potrafi nawet corocznie walczyć o mistrzostwo. Wszyscy widzą słabości Lecha, widzą jakie błędy powodują, że musimy znosić kolejne kompromitacje. Widzimy nagość króla. On jednak nie potrafi tego dostrzec. Próżny władca nie chce przyznać się do błędu, udaje że panuje nad sytuacją i wszystko ma pod kontrolą, a stan w jakim obecnie znajduje się jego królestwo jest tylko tymczasowym, przejściowym. Niestety w Lechu ten stan trwa już od dawna. Od 6 sezonów czekamy na kolejny tytuł, niestety gablota nadal stoi pusta, zakurzona.

W królestwie na ścianach wiszą drogocenne obrazy. Złote ramy zdobią wnętrze, dodając pomieszczeniu prestiżu. Znamy to także z Lecha. W gabinetach prezesów, na ich ścianach, również wiszą drogocenne „obrazy”. Ważniejsze niż puchary, medale, które można wywalczyć, a które dla zarządu są nieistotne. Cenniejsze okazują się…koszulki. Koszulki wychowanków, sprzedanych za miliony złotych. Tylko nieliczni z nich zdobyli z Lechem mistrzostwo Polski. Większość odeszła bez tytułu, bez mistrzostwa, z niczym. Koszulki te są dla władz klubu tym, czym dla nas kibiców trofea. Tym się chwalą, tym szczycą.

Koszulka stała się też walutą. Klub zaoferował kibicom dedykowany t-shirt, jako jedną z opcji rekompensaty za niewykorzystany karnet. Więc i my, chcielibyśmy zrewanżować się władzom Lecha i wręczyć właścicielowi, Piotrowi Rutkowskiemu, prezesowi Karolowi Klimczakowi oraz dyrektorowi sportowemu Tomaszowi Rząsie stosowne, spersonalizowane koszulki w ramach rekompensaty za niewykorzystaną okazję na mistrzostwo Polski, szóstą już z rzędu. Przesyłamy to, co jest dla nich tak istotne, tak cenne. Liczymy, że znajdzie się dla nich godne miejsce na ścianach gabinetów. Mamy też nadzieję, że obdarowane osoby zaprezentują otrzymane z rąk kibiców koszulki. W zamian chcemy tylko #MajstraNaStulecie. Nie boimy się użyć tego słowa, nie jest ono dla nas zakazane. Nas kibiców nie interesuje walka o „najwyższe cele”. Nie zadowala nas 9 czy 2 miejsce. Nie pasjonuje nas sprzedaż kolejnego wychowanka odchodzącego z niczym, za rekordową kwotę.

19 marca ruszyliśmy z akcją #MajsterNaStulecie publikując tutaj na stronie, dzięki uprzejmości Redakcji, pierwszy z wielu felietonów opisujących fatalne, nieudolne zarządzanie Lechem przez obecnego właściciela, prezesa i zarząd klubu. Staraliśmy się i będziemy to robić nadal, by w merytoryczny sposób przedstawiać wszystkie popełniane przez nich błędy, które od lat, przyczyniają się do rozbioru wielkiej marki, jaką na mapie Polski jest Lech Poznań. Wybrana data oczywiście nie była przypadkowa. Jak doskonale wiecie tego dnia Lech Poznań obchodził 99 rocznicę swojego powstania. Dokładnie za rok od tej daty obchodzić będziemy 100-lecie klubu, stąd też nazwa naszej kibicowskiej inicjatywy.

Mając już dość kolejnych kompromitacji, przegranych sezonów, także tych „przejściowych”. Nie godząc się z tym jak przez ostatnie lata systematycznie roztrwaniany jest potencjał naszego klubu, postanowiliśmy działać, bo nie chcemy oglądać Lecha, który znajduje się w środku ligowej stawki. Nie interesują nas transferowe rekordy sprzedaży.

Dziś robimy kolejny krok. W dniu dzisiejszym do klubu wysłane zostały trzy specjalne, spersonalizowane koszulki. Chcemy w ten sposób dać wyraz naszego niezadowolenia. Chcemy wymusić presję na zarządzie, by podejmowane przez nich decyzje były ukierunkowane tylko na jeden cel, na zdobycie mistrzostwa. Jest to nasz, niesłyszalny z wiadomych względów na trybunach, na stadionie, głos, krzyk sprzeciwu wobec dotychczasowych działań klubu. To pressing, który ma spowodować powrót Lecha na właściwe, sportowe, zwycięskie tory.

Koszulki z odpowiednią adnotacją zostały wysłane do klubu. Mamy nadzieję, że nasza akcja zostanie doceniona przez środowisko kibicowskie i zauważona w klubie oraz w mediach. Robimy to wyłącznie z miłości do Lecha.

Zachęcamy też do komentowania i udostępniania zdjęć koszulek w mediach społecznościowych oraz odwiedzania naszego profilu na Facebooku: https://www.facebook.com/Majster-na-Stulecie-101792768689590/?ref=page_internal gdzie znajdziecie pełną fotorelację z tej akcji. Za graficzne opracowanie i wykonanie koszulek zgodne ze stworzonym przez nas projektem, odpowiadał użytkownik Pawlisko. Za co należą mu się wielkie podziękowania. Wykonał świetną pracę, robiąc to, tak jak i my, wyłącznie z pasji do Lecha.

Didavi, Jacek_komentuje, kibol z IV, leftt, Siódmy Majster, tomasz1973


Czym naprawdę jest dzisiaj klub piłkarski? Najprostsza odpowiedź brzmi – przedsiębiorstwem. Kluby piłkarskie, oczywiście te profesjonalne, liczące się w swoich ligach – muszą działać na konkurencyjnym rynku, ich zarządcy muszą podejmować codziennie decyzje, od których zależy być albo nie być klubu i które są decyzjami biznesowymi. Taka jest rzeczywistość – czy komuś się to podoba czy nie, czasy romantycznego futbolu na najwyższym poziomie już dawno minęły, a pieniądze, którymi się w piłce obraca są naprawdę poważne, a czasem wręcz absurdalne. Czy jednak klub piłkarski jest takim samym przedsiębiorstwem jak na przykład, nie szukając daleko, fabryka kuchenek? Naszym zdaniem nie jest, ponieważ w stopniu znacznie większym niż fabryka kuchenek, śrubek, samochodów czy innego towaru musi się liczyć z otoczeniem społecznym. Dlaczego? Ponieważ, poprzez osadzenie w lokalnym środowisku, wykorzystywanie symboliki miasta czy regionu, a także korzystanie w istotnym zakresie z infrastruktury lokalnej (STADION!!!, ale również dowożenie „klientów” miejską komunikacją, zabezpieczenie imprez, udostępnianie przestrzeni miejskiej do świętowania itd.) klub sportowy jest znacznie bardziej wrośnięty w „tkankę” lokalną – co daje właścicielowi pewne korzyści, ale kładzie również na jego barkach określone zobowiązania. W tym tekście pominiemy jednak aspekt społeczny, i skupimy się na czysto biznesowej ocenie pracy zarządu Lecha Poznań.

Zgodnie z praktycznie każdą teorią zarządzania od wielu lat nie ma w zasadzie żadnej wątpliwości, że rolą zarządu jest długofalowe zwiększanie wartości przedsiębiorstwa, którym zarządza. Nie jest nim BIEŻĄCE ZARABIANIE pieniędzy, ale właśnie ZWIĘKSZANIE WARTOŚCI przedsiębiorstwa. Oczywiście generowanie bieżących zysków może się do tego przyczyniać, ale nie jest ani jedynym, ani głównym wyznacznikiem sukcesu zarządu. Hipotetycznie można sobie przecież wyobrazić, że zarząd Lecha w jednym roku sprzedaje wszystkich zawodników. Generuje jednorazowy, fantastyczny zysk, zapewne znacznie większy niż w poprzednich latach. Czy oznacza to, że zarząd dobrze wykonał swoją robotę z biznesowego punktu widzenia? Absolutnie nie, ponieważ nie tylko nie zwiększył w ten sposób wartości firmy, ale podciął podstawy jej funkcjonowania w przyszłości.

Czynniki, które przyczyniają się do budowy wartości firmy różnią się istotnie w zależności od branży, lokalizacji, stopnia rozwoju (dojrzałości) firmy oraz otoczenia konkurencyjnego. Dlatego sposób, w jaki właściciele budują swoje oczekiwania co do sposobu zwiększania wartości danej firmy powinna definiować misja przedsiębiorstwa. Cytując podręczniki zarządzania, można powiedzieć, że misja związana jest z wyszczególnieniem wizji przyszłości i długofalowych kierunków działania. Misja wynika z historii, aktualnych preferencji, otoczenia rynkowego i dostępnych zasobów.

Przedsiębiorstwo może rozważać przyjęcie następujących celów głównych:

● ekonomiczne (zysk, rentowność);
● finansowe (płynność finansowa, zdolność kredytowa, samofinansowanie, struktura kapitału);
● rynkowe (obrót, udział w rynku, pozycje rynkowe, nowe rynki);
● socjalne (bezpieczeństwo socjalne, satysfakcja z pracy, integracja społeczna, rozwój kadr);
● związane z władzą i prestiżem (niezależność, wizerunek, prestiż, wpływy społeczne i polityczne).

Oczywiście misja firmy może opierać się na mieszance kilku celów, niemniej w każdym przypadku ostatecznym zadaniem osób zarządzających zawsze pozostaje zwiększanie wartości przedsiębiorstwa, i to w okresie dłuższym niż rok czy dwa. Zastanówmy się zatem, co może być takim celem w przypadku Lecha Poznań oraz w jaki sposób i z jakim skutkiem te cele są osiągane.

Cele ekonomiczne i finansowe

Pozornie jest wszystko pięknie. W tym sezonie Lech zanotował rekordowe przychody ze sprzedaży zawodników. Rekordowy transfer Jakuba Modera do Brighton, a także konkretne pieniądze ze sprzedaży Roberta Gumnego i Kamila Jóźwiaka w teorii pozwalały te cele osiągnąć. Problem jest jeden – w przypadku „zwykłego” przedsiębiorstwa osiągnięcie celu finansowego oznacza osiągnięcie sukcesu, bo ostatecznie to zysk jest celem działalności gospodarczej. Zysk, stabilność finansowa (jak zwał, tak zwał), pozwala również przedsiębiorstwu myśleć o dalszym rozwoju, podbijaniu kolejnych rynków czy zwiększaniu udziału w obecnych. Jednak czy jednoroczny świetny wynik finansowy przekłada się w jakikolwiek sposób na zwiększanie rynkowej wartości Lecha? I tutaj dochodzimy do kolejnego punktu.

Cele rynkowe

Obrót, pozycja na rynku, nowe rynki. I takie tam inne ekonomiczne nudziarstwa, które w największym skrócie moglibyśmy ocenić jako znaczenie Lecha w piłce nożnej polskiej i europejskiej. W 2015 roku, po osiągnięciu ostatniego poważnego sukcesu sportowego w dziejach naszego ukochanego klubu, zarząd sformułował tzw Plan 2020, który zakładał wejście do najlepszej pięćdziesiątki klubów na naszym kontynencie. Obecnie na 50 miejscu w rankingu UEFA jest Crvena Zvezda Belgrad. Poza pięćdziesiątką są takie firmy jak PSV Eidhoven, Feyenoord czy Rangers, przy czym wzięliśmy pod uwagę tylko ekipy, które w ostatnich pięciu latach wypadły nie więcej niż raz poza puchary – bez tego warunku łapie się jeszcze Milan, Anderlecht, Marsylia, Leicester i parę innych. Natomiast jeżeli mówimy o ekipach, które powinny być na naszej półce, to na 57 miejscu w rankingu znajduje się Łudogorec Rażgrad – klub, który od dziesięciu lat wygrywa swoją ligę i regularnie występuje w grupie Ligi Europy. Oczywiście można śmiać się z ligi bułgarskiej, ale jej ranking i tak jest dużo wyższy niż Ekstraklasy. Zatem w największym skrócie – aktualnie znaczenie Lecha w europejskiej piłce jest żadne, a zeszłoroczne mecze w grupie LE można potraktować jako jednorazowy wyskok, anomalię, wybryk natury. W ostatnich pięciu sezonach (licząc obecny) Lech raz był w grupie LE i dwa razy w ogóle nie zakwalifikował się do pucharów. Porównując z Łudogorcem widzimy więc, jaka przepaść dzieli w Lechu cele deklarowane od zrealizowanych. Oczywiście brak realizacji celów rynkowych powoduje, że również cele finansowe nie będą realizowane. Jeszcze kilka miesięcy temu zastanawialiśmy się, czy Kamiński i Puchacz pobiją rekord Modera i odejdą z Lecha za poważniejsze kwoty. W tej chwili nie wiadomo, czy Puchacz pójdzie za tyle, co choćby Gumny.

Jeżeli zaś chodzi o znaczenie Lecha na rynku krajowym, to również nie wygląda to różowo. I nie chodzi tu tylko o miejsce w tabeli, ale także o pozycję naszej akademii. W 2015 roku rzeczywiście mieliśmy szansę odjechać konkurencji, bo inni byli ze swoim szkoleniem w powijakach. Akademia Lecha mogła być magnesem, sama nazwa „Lech” mogła przyciągać niezłych, głodnych sukcesów zawodników. Ponieważ jednak akademia stała się celem samym w sobie – młodzi zawodnicy na ligowym etapie kariery nie bardzo mieli się od kogo w klubie uczyć. Dlatego też musieli uczyć się od przeciwników, w boju. A taka nauka kosztuje, zresztą po jej odbyciu młody zawodnik odchodzi, dopóki można na nim zarobić. Przynajmniej w Lechu. Zarobione pieniądze można przeznaczyć na rozwój akademii, czyli boiska, kosmiczne maszyny treningowe itd. A najchętniej na linię produkcyjną do produkcji piłkarzy. Tylko, że tak to nie działa. Poza tym inni teraz też mają swoje akademie i też mają czym przekonać młode talenty – choćby położeniem geograficznym. Czy teraz taki Kamiński z Górnego Śląska wybrałby właśnie Lecha? Czy może raczej Raków? Argumentów za Lechem jest jakby mniej.

Cele socjalne

Bezpieczeństwo pracy, satysfakcja z niej, rozwój kadr. To są w dzisiejszym biznesie kwestie bardzo ważne, które mają przyczyniać się do tego, aby firma pozyskiwała i utrzymywała najbardziej wartościowych pracowników. Po to, aby utrzymać silną pozycję konkurencyjną.

Ciężko powiedzieć, czy zarząd dobrze realizuje te cele. Czy Kolejorz dysponuje dziś zespołem ludzi, którzy w swoich specjalnościach stanowią „śmietankę”? Ilu piłkarzy dzisiejszego Lecha można uznać za topowych w lidze? Tiba, Ishak? Dość krótka lista, jak na „wielki klub”, którym zdaniem zarządu jesteśmy. Z drugiej strony, w zasadzie bezpieczeństwo pracy jest. W Lechu naprawdę trudno jest stracić pracę. Nieco przewrotnie można stwierdzić, że dobrze świadczy to o zarządzie, który nie stosuje podwójnych standardów w stosunku do siebie i reszty pracowników. No bo jeśli zarząd zapowiedział, że w 2020 roku będziemy na 50 miejscu w Europie a jesteśmy na 187, to znaczy, że nie zrealizował swoich celów i należy go zwolnić. Ponieważ jednak nie ma kto go zwolnić, to zarząd trwa. To dlaczego nie realizujący celów piłkarze i trenerzy mają mieć gorzej? Ale to ironiczne postawienie sprawy. Satysfakcja z pracy? Celem sportowca jest wygrywanie. Nie wierzymy, żeby ambitnym zawodnikom pasowało dziewiąte miejsce w tabeli. A jeżeli nie są ambitni, to należy ich pogonić. Rozwój pracowników? Dlaczego wielu niezłych jak nasze warunki piłkarzy zaliczało w Lechu niewytłumaczalny zjazd?

Cele związane z władzą i prestiżem

W tym przypadku raczej z prestiżem. No i tu już naprawdę wszystko zostało powiedziane i napisane. Samo sformułowanie „prestiż Lecha” to w tej chwili oksymoron, taki jak „kwadratowa piłka” czy „galaktyczna Nieciecza”. Lech w tym sezonie ligowym przekroczył wszelkie granice śmieszności i spowodował nie tyle wściekłość, co zobojętnienie całej rzeszy kibiców od Złotowa po Kępno i od Zbąszynia po Kłodawę. W historii Lecha było wiele ciężkich momentów – były spadki do drugiej i trzeciej ligi, były dziwne fuzje, były zawirowania z licencjami, bankructwo zaglądało w oczy itp. Nigdy jednak kibice nie mieli poczucia, że nie jest to „ich klub”. A oderwanie się właścicieli od kibiców może na dłuższą metę spowodować, że kibice już tego klubu nie uratują, tak jak miało to miejsce po 2000 roku. Sukcesów sportowych brak, wartość marketingowa spada, kasa z PZPN i UEFA coraz mniejsza, wpływy z dnia meczowego spadają, z praw telewizyjnych też, nie gramy w Europie więc zawodnicy też coraz tańsi – a koszty trzeba ponosić. Stadion kosztuje, utrzymanie akademii kosztuje, wynagrodzenia zawodników jakoś nie chcą spadać – wygląda więc na to, że Lech może wpaść w niezbyt korzystnie wyglądającą spiralę i w końcu rozbić się o ziemię.

Podsumowując: cały ten felieton powstał po to, by udowodnić, że chociaż z Lecha zrobiono bezduszną korporację, to nawet jako korporacja nie działa on prawidłowo, bo po prostu nie realizuje celów, jakie przed nim postawiono. Stabilizacja finansowa, szkolenie młodzieży – ok, ale bez sukcesu sportowego również te cele nie zostaną długofalowo osiągnięte. Dlatego też dalekowzroczność zarządu jest tylko pozorna. Jest on jak szachista, który zaplanował pięć ruchów do przodu, przy czym są to ruchy od drugiego do piątego. A bez pierwszego dobrego ruchu pozostałe również nie mają prawa doprowadzić do zwycięstwa.

I na koniec dwie drobne złośliwości – w wielu firmach rodzinnych problemem są dzieci prezesa, które gdzieś muszą pracować. Pół biedy, jeżeli taka osoba rzeczywiście zna się na swoim środowisku pracy, gorzej, jeżeli nagle zostanie rzucona na stanowisko, którego ma się uczyć w boju a o którym nie ma pojęcia. Wtedy jest źle. Wśród wielu kibiców cały czas funkcjonuje mit „młodego wiceprezesa”, który dopiero uczy się fachu. Przypominamy więc, że Piotr Rutkowski dołączył do zarządu Lecha w roku 2011. DZIESIĘĆ LAT temu. Jeśli chodzi o staż w zarządzie to nie jest żaden MŁODY prezes. Osoba na takim stanowisku po tylu latach powinna być traktowana jako doświadczona, i w taki sposób rozliczana z efektów swoich działań.

Jest jeszcze gorzej, jeżeli oprócz tego głównym prezesem firmy jest księgowy. Księgowy to bardzo ważna funkcja, bo excel jednak powinien świecić na zielono. Główny księgowy powinien mieć miejsce w zarządzie firmy i pełnić rolę hamulca bezpieczeństwa. W naszej sytuacji na hamulcu jedziemy cały czas.

Firma nie jest jednak w sytuacji całkowicie beznadziejnej, jeżeli w zarządzie są inne, mądre, ogarnięte osoby, potrafiące swoje wizje przeforsować. Tylko, że w Lechu nie ma takich osób. Ani takich, ani w ogóle żadnych.

O tym, że obecny zarząd Lecha nie broni się jako zarządzający sukcesem sportowym nikogo nie trzeba przekonywać. Naszym zdaniem, które staraliśmy się uzasadnić powyżej, nie broni się również od strony biznesowej, choć od czasu powołania Karola Klimczaka mija w tym roku dwanaście lat, a Piotr Rutkowski będzie w tym roku obchodził dziesięciolecie pracy w zarządzie. Dlatego naprawdę nie ma zbyt wiele argumentów za świetlaną przyszłością pod rządami panów PR i KK. Chyba, że stanie się cud na stulecie.

Didavi, Jacek_komentuje, kibol z IV, leftt, Siódmy Majster, tomasz1973


Akademia Lecha Poznań… brzmi dumnie i jest się czym chwalić, ale czy na pewno dla Lecha Poznań, obecnego Lecha Poznań to tylko powód do zadowolenia? Piłkarskie akademie, czy to fanaberia czy konieczność? Jak dobrze rozłożyć środki posiadane przez zarząd danego klubu, aby prowadzenie takiej akademii, nie stało się patologią zamiast czymś na wskroś pożytecznym?

Obecni właściciele Lecha Poznań nie są jakimiś wizjonerami, którzy nagle wpadli na genialny pomysł, iż stworzą nowoczesną szkółkę piłkarską, która z czasem stanie się kuźnią talentów, zasilających po odpowiednim szkoleniu swoją pierwszą drużynę. Żeby było jasne to nie żaden zarzut, jeżeli koło już istnieje, to trzeba z niego korzystać, a nie wymyślać następne… Wzorowanie się na czymś najlepszym jest przecież zawsze mile widziane, gorzej gdy to wzorowanie zaczyna się nieco wypaczać, a tak właśnie dzieje się w obecnym Lechu, ale o tym za chwilę.

Aby rozpocząć rozważania o wronieckiej akademii nie wolno pominąć fuzji jaka miała miejsce w 2006 roku. Do tej daty we Wronkach pod szyldem Amici Wronki funkcjonowała już, w jej strukturach, „szkółka piłkarska”, której drużyny młodzieżowe osiągały liczne sukcesy: mistrzostwo Polski U-19 2002, mistrzostwo Polski U-17 1998 i 2003, wicemistrzostwo Polski U-19 2003 oraz wicemistrzostwo Polski U-17 2002, a także Mistrzostwo Polski Juniorów Starszych 2007. A więc działo się tam to, co zakłada prowadzenie podobnego „interesu”, czyli odnoszono sukces sportowy. Również sama „dorosła” Amica, jak na swoją lokalizację, wielkość, potencjał kibicowski i finansowy też nie pozostawała bez zdobyczy:

2 x brązowy medal Mistrzostw Polski, 3 x Puchar Polski i 2 x Super Puchar Polski (co ciekawe, sukcesy nieosiągalne dla obecnego Lecha Poznań). Podkreślmy to jeszcze raz – Amica grając w Ekstraklasie raptem 11 lat zdobyła 3 x Puchar Polski! Porównajcie to sami z zarządem obecnie kierującym Lechem, który przez 10 lat swych rządów doprowadził Lecha raptem do jednego tytułu… Czego więc brakowało w tym dość udanym projekcie? Ano kasy ze sprzedaży wychowanków, bądź też zawodników I zespołu! Dość powiedzieć, że zawodników sprzedanych za cenę od 0,5 mln euro w górę można policzyć na palcach jednej ręki – Paweł Kryszałowicz (sezon 00/01 1,4 mln), Tomasz Dawidowski (sezon 04/05 0,5 mln), Marek Zieńczuk (sezon 04/05 0,5 mln), Marcin Burkhardt (sezon 06/07 0,65 mln.), Jarosław Bieniuk (sezon 06/07 0,5 mln.) Czy ktoś słyszał o jakimś juniorze sprzedanym z Amici bo my nie?

Następuje rok 2006, fuzja z Lechem, połączenie potencjału dwóch zespołów, stworzenie Akademii Lecha Poznań, jej rozwój, buńczuczne zapowiedzi, początkowe sukcesy sportowe Lecha Poznań, również z udziałem juniorów ukształtowanych już piłkarsko na obiektach we Wronkach i Popowie, pierwsze spektakularne transfery zarówno do klubu, jak i z czasem z klubu. Czas leci, następują kolejne transfery Lechowych wychowanków, którzy zaczynają bić transferowe rekordy, a co za tym idzie przynosić coraz większe kwoty do budżetu Lecha. Teoretycznie w Poznaniu zaczyna się piłkarskie eldorado, wszyscy pokładamy nadzieję na to, że nastanie era „wielkiego Kolejorza”, przecież nie można zmarnować takiego potencjału, przecież Lech ma wszystko aby odnieść sukces sportowy – drużynę, stadion, kibiców, bogaty region, struktury finansowe i …akademię. Akademię, która ma dostarczać zawodników do gry, jak i zapewniać finansową stabilność, ale czy na pewno? Teoretycznie wszystko jest jak należy, poza jednym szczegółem, to co Lechowi ma przynieść sukces, sławę i pieniądze nagle staje się naszym problemem, żeby nie powiedzieć katem! Akademia pożera wszystko – uwagę właścicieli (w zasadzie staje się ich oczkiem w głowie), finanse, strategię i zaangażowanie. Zarząd, przekładając przysłowiową wajchę w stronę szkółki piłkarskiej, zapomniał o tym, że bez sukcesów I zespołu z biegiem czasu zaczną się problemy również w samej szkółce, co już zaczynamy obserwować. Problemy II zespołu czy juniorów starszych nie biorą się znikąd. Seniorska drużyna staje się tylko „oknem wystawowym”, promującym piłkarzy na świat i to często na siłę! Nie ma znaczenia, że dany zawodnik jest obecnie bez formy, bez możliwości podniesienia poziomu, bez odpowiedniego przygotowania, ważne, że jest z Akademii i należy wdrożyć „sprawdzoną” w innych przypadkach strategię wpychając ich na siłę nawet w najważniejszych momentach sezonu, bądź w najbardziej prestiżowych meczach o czym świadczy chociażby niedawny wywiad z Bielicą. Grajki z akademii dostają łatkę „talent”, „kolejny, który może dać rekord transferowy”, dochodzi do tego, że zarząd narzuca wystawianie juniorów nie zwracając uwagi na efekty sportowe i to jest ta patologiczna strona jaka wynika z polityki zarządu względem Akademii.

Dzisiejsza Akademia Lecha ma dwa oblicza – dostarcza do reprezentacji zawodników, którzy godnie reprezentują nasz klub, z czego należy oczywiście być dumnym, a zarazem podporządkowując strategię gry Lecha pod strategię sprzedaży powoduje, że Lech pomimo wielu młodzieżowych „gwiazd” stał się ligowym przeciętniakiem nie mając w zasadzie nic z tych graczy w sensie sportowym. Dziś w Lechu na sprzedaż jest w zasadzie każdy, kto dwa razy kopną prosto piłkę, a tak nie zbuduje się wielkości Lecha jeśli chodzi o aspekt czysto sportowy. Lech nie stawia przed młodymi żadnych oczekiwań, mają się po prostu dobrze sprzedać i nie byłoby to problemem, gdyby właściciel Dumy Wielkopolski uświadomił sobie, że nie zawsze da się wprowadzić za jednego juniora kolejnego, a pozyskaną sumę, głównie dzięki marce „Lech Poznań” i teoretycznemu potencjałowi „piłkarza Lecha Poznań” powinno się reinwestować w I zespół, a nie tylko pompować ją w większości w kolejne ustrojstwo w Akademii. Ile warci byliby zwodnicy „hodowani” w szkółkach, których właścicielem jest ród Rutkowskich bez Lecha Poznań pokazaliśmy na początku tekstu, dodatkowo pragniemy przypomnieć, a tych którzy o tym nie wiedzą uświadomić, że Rutkowscy oprócz Akademii prowadzą również komercyjne przedsięwzięcie zwane Lech Poznań Football Academy (LPFA), które to jako sieć szkółek piłkarskich dla dzieci w wieku od 4 do 12 lat kształci odpłatnie dzieciaki. Tu nikt nie dokłada i nie finansuje tego, tu się płaci i to nie mało, na dodatek zapewniając sobie stały monitoring potencjalnych talentów.

Ciekawym przedsięwzięciem jest również twór MKS Błękitni Wronki, czyli kolejna akademia piłkarska szkoląca zawodników we wszystkich kategoriach wiekowych. Jesienią 2020 roku zespół juniorów młodszych wywalczył awans do Centralnej Ligi Juniorów U-17, ale czy ktoś z Was słyszał o jakimś spektakularnym transferze z Błękitnych? Nie i nie usłyszy, bo tyle znaczy prowincjonalny projekt zwany akademią, czy to we Wronkach, w Ostrzeszowie, w Jarocinie, czy też w Czarnkowie! Bez marki LECH POZNAŃ Akademia Rutkowskich nie istnieje, byłaby niczym! Nie przyniesie żadnych pieniędzy, nawet gdyby w jednym roczniku pojawiliby się w niej kolejni Kownaccy czy Moderzy! Takie proste, a jednak dla niektórych trudne. Wiemy, że Lech ma dzisiaj swojego właściciela i działa jak korporacja, ale jeżeli ma kiedykolwiek coś znaczyć, to niech właściciel wreszcie zrozumie, że oprócz nowego akademika, kolejnego boiska, czy kolejnego balonu lub też hiper-super-ekstra nowoczesnego Centrum Badawczo-Rozwojowego nie należy zapomnieć, że gdy Lech będzie przeciętniakiem, ceny za zawodników z akademii będą średnie albo wręcz niskie, a o kolejnych rekordach będzie można zapomnieć. Niech najlepszym przykładem będzie ewentualny transfer Puchacza. Jeszcze niedawno, gdy Lech grał dobrze mówiło się, że za tego lewego obrońcę Rutkowski zgarnie ponad 10 mln, zainteresowanie Mainz było obśmiane, dziś podobny niemiecki średniak daje raptem 3 mln, a i zawodnik, jak i klub już w zasadzie zaakceptowali ofertę. Dziś dobrze byłoby, aby ustalić określony % jaki trafić powinien do I zespoły na wzmocnienia składu z każdego transferu z akademii, było nie było te sumy uzyskuje się dzięki marce Lecha, a nie dzięki szkoleniu we Wronkach. Tym bardziej, że choć Rutkowscy w Polsce byli z takim zapleczem szkoleniowym pierwsi, to dziś ich pomysł jest skutecznie skopiowany w wielu miejscach w kraju i konkurencyjna “produkcja” młodych zdolnych już na dobre wyrosła w Lubinie czy Szczecinie, a w szybkim tempie rośnie chociażby w Warszawie i Częstochowie, gdzie głównym budowniczym jest p. Śledź, z którym w pewnym momencie nie po drodze było Rutkowskim.

Tak więc za chwilę może okazać się, że aby nadal uzyskiwać wysokie ceny i mieć regularne sukcesy w sprzedaży młodzieży trzeba mieć coś ekstra, a tym wyróżnikiem powinny być sukcesy w CV i ogranie w Europie. Piotr Rutkowski, który w swoim gabinecie ciągle z dumą patrzy na gabloty z koszulkami sprzedanych zawodników, zamiast na gablotę wypełnioną pucharami, powinien jak najszybciej zrewidować swoje podejście i to zarówno do I zespołu jak i do Akademii. To jedyne dobre rozwiązanie dla wszystkich – wynik sportowy daje pieniądze, ale zarazem spowoduje, że to jedyne ukochane dziecko Rutkowskich, czyli Akademia, może przynieść jeszcze większe zyski i kolejne „koszulki do gabloty” za kolejne rekordowe sumy. To naprawdę da się pogodzić! Przykład na to znajdujemy w innych europejskich klubów działających na takich samych zasadach. Ajax, Dinamo Zagrzeb, Benfica czy Basel jakoś w większym bądź mniejszym stopniu łączą sprzedaż swoich wychowanków z sukcesami sportowymi i to nie tylko na własnym podwórku! Da się to pogodzić pod jednym warunkiem, że tym razem przysłowiowa wajcha przestawi się w głowie właściciela, przestawi się w tą stronę, gdzie jest szufladka pod nazwą –sukces sportowy–, a wówczas Akademia nie będzie dla Lecha Poznań kulą u nogi, która tak naprawdę zamiast dawać mu rozwój ciągnie go na dno, a będzie czymś, z czego każdy kibic będzie dumny na równi z dumą jaką mamy z bycia kibicem Lecha Poznań!

Didavi, Jacek_komentuje, kibol z IV, leftt, Siódmy Majster, tomasz1973