Majster na stulecie

Akademia

Akademia Lecha Poznań… brzmi dumnie i jest się czym chwalić, ale czy na pewno dla Lecha Poznań, obecnego Lecha Poznań to tylko powód do zadowolenia? Piłkarskie akademie, czy to fanaberia czy konieczność? Jak dobrze rozłożyć środki posiadane przez zarząd danego klubu, aby prowadzenie takiej akademii, nie stało się patologią zamiast czymś na wskroś pożytecznym?

Obecni właściciele Lecha Poznań nie są jakimiś wizjonerami, którzy nagle wpadli na genialny pomysł, iż stworzą nowoczesną szkółkę piłkarską, która z czasem stanie się kuźnią talentów, zasilających po odpowiednim szkoleniu swoją pierwszą drużynę. Żeby było jasne to nie żaden zarzut, jeżeli koło już istnieje, to trzeba z niego korzystać, a nie wymyślać następne… Wzorowanie się na czymś najlepszym jest przecież zawsze mile widziane, gorzej gdy to wzorowanie zaczyna się nieco wypaczać, a tak właśnie dzieje się w obecnym Lechu, ale o tym za chwilę.

Aby rozpocząć rozważania o wronieckiej akademii nie wolno pominąć fuzji jaka miała miejsce w 2006 roku. Do tej daty we Wronkach pod szyldem Amici Wronki funkcjonowała już, w jej strukturach, „szkółka piłkarska”, której drużyny młodzieżowe osiągały liczne sukcesy: mistrzostwo Polski U-19 2002, mistrzostwo Polski U-17 1998 i 2003, wicemistrzostwo Polski U-19 2003 oraz wicemistrzostwo Polski U-17 2002, a także Mistrzostwo Polski Juniorów Starszych 2007. A więc działo się tam to, co zakłada prowadzenie podobnego „interesu”, czyli odnoszono sukces sportowy. Również sama „dorosła” Amica, jak na swoją lokalizację, wielkość, potencjał kibicowski i finansowy też nie pozostawała bez zdobyczy:

2 x brązowy medal Mistrzostw Polski, 3 x Puchar Polski i 2 x Super Puchar Polski (co ciekawe, sukcesy nieosiągalne dla obecnego Lecha Poznań). Podkreślmy to jeszcze raz – Amica grając w Ekstraklasie raptem 11 lat zdobyła 3 x Puchar Polski! Porównajcie to sami z zarządem obecnie kierującym Lechem, który przez 10 lat swych rządów doprowadził Lecha raptem do jednego tytułu… Czego więc brakowało w tym dość udanym projekcie? Ano kasy ze sprzedaży wychowanków, bądź też zawodników I zespołu! Dość powiedzieć, że zawodników sprzedanych za cenę od 0,5 mln euro w górę można policzyć na palcach jednej ręki – Paweł Kryszałowicz (sezon 00/01 1,4 mln), Tomasz Dawidowski (sezon 04/05 0,5 mln), Marek Zieńczuk (sezon 04/05 0,5 mln), Marcin Burkhardt (sezon 06/07 0,65 mln.), Jarosław Bieniuk (sezon 06/07 0,5 mln.) Czy ktoś słyszał o jakimś juniorze sprzedanym z Amici bo my nie?

Następuje rok 2006, fuzja z Lechem, połączenie potencjału dwóch zespołów, stworzenie Akademii Lecha Poznań, jej rozwój, buńczuczne zapowiedzi, początkowe sukcesy sportowe Lecha Poznań, również z udziałem juniorów ukształtowanych już piłkarsko na obiektach we Wronkach i Popowie, pierwsze spektakularne transfery zarówno do klubu, jak i z czasem z klubu. Czas leci, następują kolejne transfery Lechowych wychowanków, którzy zaczynają bić transferowe rekordy, a co za tym idzie przynosić coraz większe kwoty do budżetu Lecha. Teoretycznie w Poznaniu zaczyna się piłkarskie eldorado, wszyscy pokładamy nadzieję na to, że nastanie era „wielkiego Kolejorza”, przecież nie można zmarnować takiego potencjału, przecież Lech ma wszystko aby odnieść sukces sportowy – drużynę, stadion, kibiców, bogaty region, struktury finansowe i …akademię. Akademię, która ma dostarczać zawodników do gry, jak i zapewniać finansową stabilność, ale czy na pewno? Teoretycznie wszystko jest jak należy, poza jednym szczegółem, to co Lechowi ma przynieść sukces, sławę i pieniądze nagle staje się naszym problemem, żeby nie powiedzieć katem! Akademia pożera wszystko – uwagę właścicieli (w zasadzie staje się ich oczkiem w głowie), finanse, strategię i zaangażowanie. Zarząd, przekładając przysłowiową wajchę w stronę szkółki piłkarskiej, zapomniał o tym, że bez sukcesów I zespołu z biegiem czasu zaczną się problemy również w samej szkółce, co już zaczynamy obserwować. Problemy II zespołu czy juniorów starszych nie biorą się znikąd. Seniorska drużyna staje się tylko „oknem wystawowym”, promującym piłkarzy na świat i to często na siłę! Nie ma znaczenia, że dany zawodnik jest obecnie bez formy, bez możliwości podniesienia poziomu, bez odpowiedniego przygotowania, ważne, że jest z Akademii i należy wdrożyć „sprawdzoną” w innych przypadkach strategię wpychając ich na siłę nawet w najważniejszych momentach sezonu, bądź w najbardziej prestiżowych meczach o czym świadczy chociażby niedawny wywiad z Bielicą. Grajki z akademii dostają łatkę „talent”, „kolejny, który może dać rekord transferowy”, dochodzi do tego, że zarząd narzuca wystawianie juniorów nie zwracając uwagi na efekty sportowe i to jest ta patologiczna strona jaka wynika z polityki zarządu względem Akademii.

Dzisiejsza Akademia Lecha ma dwa oblicza – dostarcza do reprezentacji zawodników, którzy godnie reprezentują nasz klub, z czego należy oczywiście być dumnym, a zarazem podporządkowując strategię gry Lecha pod strategię sprzedaży powoduje, że Lech pomimo wielu młodzieżowych „gwiazd” stał się ligowym przeciętniakiem nie mając w zasadzie nic z tych graczy w sensie sportowym. Dziś w Lechu na sprzedaż jest w zasadzie każdy, kto dwa razy kopną prosto piłkę, a tak nie zbuduje się wielkości Lecha jeśli chodzi o aspekt czysto sportowy. Lech nie stawia przed młodymi żadnych oczekiwań, mają się po prostu dobrze sprzedać i nie byłoby to problemem, gdyby właściciel Dumy Wielkopolski uświadomił sobie, że nie zawsze da się wprowadzić za jednego juniora kolejnego, a pozyskaną sumę, głównie dzięki marce „Lech Poznań” i teoretycznemu potencjałowi „piłkarza Lecha Poznań” powinno się reinwestować w I zespół, a nie tylko pompować ją w większości w kolejne ustrojstwo w Akademii. Ile warci byliby zwodnicy „hodowani” w szkółkach, których właścicielem jest ród Rutkowskich bez Lecha Poznań pokazaliśmy na początku tekstu, dodatkowo pragniemy przypomnieć, a tych którzy o tym nie wiedzą uświadomić, że Rutkowscy oprócz Akademii prowadzą również komercyjne przedsięwzięcie zwane Lech Poznań Football Academy (LPFA), które to jako sieć szkółek piłkarskich dla dzieci w wieku od 4 do 12 lat kształci odpłatnie dzieciaki. Tu nikt nie dokłada i nie finansuje tego, tu się płaci i to nie mało, na dodatek zapewniając sobie stały monitoring potencjalnych talentów.

Ciekawym przedsięwzięciem jest również twór MKS Błękitni Wronki, czyli kolejna akademia piłkarska szkoląca zawodników we wszystkich kategoriach wiekowych. Jesienią 2020 roku zespół juniorów młodszych wywalczył awans do Centralnej Ligi Juniorów U-17, ale czy ktoś z Was słyszał o jakimś spektakularnym transferze z Błękitnych? Nie i nie usłyszy, bo tyle znaczy prowincjonalny projekt zwany akademią, czy to we Wronkach, w Ostrzeszowie, w Jarocinie, czy też w Czarnkowie! Bez marki LECH POZNAŃ Akademia Rutkowskich nie istnieje, byłaby niczym! Nie przyniesie żadnych pieniędzy, nawet gdyby w jednym roczniku pojawiliby się w niej kolejni Kownaccy czy Moderzy! Takie proste, a jednak dla niektórych trudne. Wiemy, że Lech ma dzisiaj swojego właściciela i działa jak korporacja, ale jeżeli ma kiedykolwiek coś znaczyć, to niech właściciel wreszcie zrozumie, że oprócz nowego akademika, kolejnego boiska, czy kolejnego balonu lub też hiper-super-ekstra nowoczesnego Centrum Badawczo-Rozwojowego nie należy zapomnieć, że gdy Lech będzie przeciętniakiem, ceny za zawodników z akademii będą średnie albo wręcz niskie, a o kolejnych rekordach będzie można zapomnieć. Niech najlepszym przykładem będzie ewentualny transfer Puchacza. Jeszcze niedawno, gdy Lech grał dobrze mówiło się, że za tego lewego obrońcę Rutkowski zgarnie ponad 10 mln, zainteresowanie Mainz było obśmiane, dziś podobny niemiecki średniak daje raptem 3 mln, a i zawodnik, jak i klub już w zasadzie zaakceptowali ofertę. Dziś dobrze byłoby, aby ustalić określony % jaki trafić powinien do I zespoły na wzmocnienia składu z każdego transferu z akademii, było nie było te sumy uzyskuje się dzięki marce Lecha, a nie dzięki szkoleniu we Wronkach. Tym bardziej, że choć Rutkowscy w Polsce byli z takim zapleczem szkoleniowym pierwsi, to dziś ich pomysł jest skutecznie skopiowany w wielu miejscach w kraju i konkurencyjna “produkcja” młodych zdolnych już na dobre wyrosła w Lubinie czy Szczecinie, a w szybkim tempie rośnie chociażby w Warszawie i Częstochowie, gdzie głównym budowniczym jest p. Śledź, z którym w pewnym momencie nie po drodze było Rutkowskim.

Tak więc za chwilę może okazać się, że aby nadal uzyskiwać wysokie ceny i mieć regularne sukcesy w sprzedaży młodzieży trzeba mieć coś ekstra, a tym wyróżnikiem powinny być sukcesy w CV i ogranie w Europie. Piotr Rutkowski, który w swoim gabinecie ciągle z dumą patrzy na gabloty z koszulkami sprzedanych zawodników, zamiast na gablotę wypełnioną pucharami, powinien jak najszybciej zrewidować swoje podejście i to zarówno do I zespołu jak i do Akademii. To jedyne dobre rozwiązanie dla wszystkich – wynik sportowy daje pieniądze, ale zarazem spowoduje, że to jedyne ukochane dziecko Rutkowskich, czyli Akademia, może przynieść jeszcze większe zyski i kolejne „koszulki do gabloty” za kolejne rekordowe sumy. To naprawdę da się pogodzić! Przykład na to znajdujemy w innych europejskich klubów działających na takich samych zasadach. Ajax, Dinamo Zagrzeb, Benfica czy Basel jakoś w większym bądź mniejszym stopniu łączą sprzedaż swoich wychowanków z sukcesami sportowymi i to nie tylko na własnym podwórku! Da się to pogodzić pod jednym warunkiem, że tym razem przysłowiowa wajcha przestawi się w głowie właściciela, przestawi się w tą stronę, gdzie jest szufladka pod nazwą –sukces sportowy–, a wówczas Akademia nie będzie dla Lecha Poznań kulą u nogi, która tak naprawdę zamiast dawać mu rozwój ciągnie go na dno, a będzie czymś, z czego każdy kibic będzie dumny na równi z dumą jaką mamy z bycia kibicem Lecha Poznań!

Didavi, Jacek_komentuje, kibol z IV, leftt, Siódmy Majster, tomasz1973


Skomentuj:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

TO TOP