Majster na stulecie

Transfery

W naszych felietonach staramy się wykazać, co jest w naszym klubie nie takie jak trzeba, nie takie by kibic był zadowolony. Próbujemy naprawić rzeczywistość Lecha Poznań należącego do rodziny Rutkowskich od 2006 r. W tym roku mamy piętnastolecie przejęcia klubu przez tych bogatych i wpływowych ludzi. Zajmiemy się jednak obecnym zarządem czyli panującym od roku 2011. Co nam, kibicom i klubowi dali ci ludzie? Ile trofeów? Słownie JEDNO! Mistrza Polski w 2015 roku.

Kibice klubów jak choćby Pogoń Szczecin czy Lechia Gdańsk oddaliby wiele za takie osiągnięcia. My, kibice Kolejorza mówimy: mało. O wiele za mało jak na potencjał klubu, jego tradycję i przede wszystkim możliwości finansowe właścicieli. Tym bardziej, że zdobycie ostatniego mistrzostwa miało miejsce 6 lat temu, a pucharu, o zgrozo 12! W tym czasie nie napotykając większej konkurencji mistrzostwa zgarnia głównie odwieczny rywal targany podobno nieustannie kryzysami, długami, konfliktami, i zmieniający trenerów częściej chyba niż następują pory roku. O Pucharze Polski nie sposób napisać bez używania wulgaryzmów, gdyż od roku 2011 postawa klubu jest w nim karygodna. Piłkarze Lecha albo odpadali we wstępnych rundach z ekipami, z którymi odpaść nie mieli prawa, albo grając w finale frajersko go przegrywali. Od ostatniego zdobycia PP Kolejorz grając w finale czterokrotnie nie podniósł pucharu ani razu. Doprawdy trudny do pobicia rekord. Co gorsza triumfatorami PP były jakieś randomowe (jak mawia młodzież) kluby by nie rzec klubiki.

Powodów takiego stanu rzeczy jest mnóstwo, my skupimy się na transferach, a właściwie ich kiepskiej jakości. Było oczywiście mnóstwo świetnych nabytków jak Arboleda, Rudnevs, Kriwiec, Teodorczyk, Douglas, czy ostatnimi czasy Tiba lub Ishak. Trzej pierwsi to jednak zasługa poprzedniego zarządu, co tylko świadczy, iż był on lepszy niż obecny. Nie ci najlepsi piłkarze jednak będą bohaterami tego artykułu, bo gdyby tylko takie transfery robił Lech, to taki tekst nie miałby prawa powstać.

Do rzeczy drodzy kibice: w nabytkach klubu Lech Poznań widać przede wszystkim chorobliwą oszczędność. Czy ma ona sens? Obrońcy zarządu zakrzykną zaraz: “jak jesteście tacy mądrzy to zróbcie lepsze transfery, znajdźcie dobrych graczy za niewielkie pieniądze tak by żaden nie był wtopą, potraficie tylko krytykować, a się nie znacie.”
Zarząd twierdzi, że starannie typuje graczy do zakupu, obserwuje ich czasem kilka lat, prześwietla przebieg ich kariery, mentalność, prowadzenie się. Jednym słowem pełna profeska, więc Kolejorz byle kogo nie weźmie. Wszystko to oczywiście w celu tworzenia co roku mocnej kadry za rozsądne pieniądze. Jaka jest rzeczywistość? Niestety raczej inna. Drastycznie inna, czyli kiepska!

Oddajmy znów głos obrońcom zarządu, którzy zapytają: “to kogo wy byście pozyskali skoro drzecie gęby, że to takie łatwe”. W zasięgu Lecha jest kilkaset tysięcy piłkarzy na całym świecie i na takie pytanie trudno odpowiedzieć. Kogo wziąć? – ciężkie pytanie. Odpowiemy natomiast kogo NIE WZIĄĆ, i to już jest połowa sukcesu, jeśli się w istocie NIE WEŹMIE. Dlatego, że nie pozyskanie określonych piłkarzy jest ogromną oszczędnością kasy, o co w Kolejorzu Rutkowskich chodzi podobno najbardziej. W imię rzeczonej oszczędności, by nie rzec uporczywego sknerstwa, w ciągu kilkunastu lat zmarnowano na zakupy, wypożyczenia, pensje i leczenie kilkudziesięciu piłkarzy miliony euro. Piłkarzy, którzy nigdy nie powinni założyć naszej koszulki. Powtórzmy – nie jest oczywiście łatwo nabyć dobrego piłkarza, ale niewątpliwie prościej jest uniknąć bezsensownego zakupu rujnującego budżet, a nic nie dającego. Piłkarzy takich można podzielić na trzy podstawowe grupy (niektórzy pasują do dwóch lub nawet wszystkich trzech):

GRUPA PIERWSZA to zawodnicy, przy pozyskaniu których kompletnie niezrozumiała była motywacja ich zatrudnienia. Możliwość niewypału sięgała co najmniej 90 procent. Należą do nich: Thomalla, Volkov, Sisi, Chobłenko, Dioni, Bruma, Keita, Tomasik, Zhamaletdinov czy ostatnio Malenica. Wymieniamy tylko naprawdę “znamienitych” asów mając świadomość, że ta wyliczanka powinna być dłuższa. Podsumowując jest to typ graczy, na których skauci Lecha nie powinni nawet spojrzeć!

GRUPA DRUGA to piłkarze wiecznie kontuzjowani lub kupowani wręcz z trwającą ciężką kontuzją. Przepraszamy za porównanie, ale gracz jest także towarem jak na przykład samochód. Czy ktoś kupi auto, którego historia wskazuje, że zamiast jeździć stoi wiecznie w warsztatach? W dodatku auto kupuje się za kilka, kilkanaście czy może i kilkaset tysięcy złotych i nie podpisuje się z nim kontraktu. Można je więc sprzedać kiedy nas zawodzi. Gracz kosztuje wraz z pensją i leczeniem miliony euro i pozbyć się go zdecydowanie trudniej gdy wiecznie stoi w …warsztacie zamiast grać!

Pozyskiwacze kopaczy w Lechu ciągle naiwnie wierzą, że gdzieś tam w kilku/kilkunastu klubach zawodnik miał wieczne kontuzje i choroby przez całą karierę, ale u nas nasza magiczna koszulka doda mu sił i zdrowia jak eliksir druidów w kreskówkach o Asteriksie. Otóż nie! Trudno znaleźć choć jeden przypadek by tak było. Do tej grupy spośród najbardziej znanych należą: Elvis Kokalović pozyskany z ciężką kontuzją, który w Lechu nigdy nie zadebiutował. Juliusz Letniowski: fajny chłopak i nawet z niezłymi umiejętnościami, ale zdrowie jak u dziadzi czyli nieprzydatny. Darko Jevtić – transfer pół na pół, wg większości udany można z tym jednak polemizować. Legendarne było jego boiskowe lenistwo oraz oczywiście liczba urazów. Przed grą w Lechu Darko w zawodowej piłce miał od lutego 2012 kontuzję pleców przez 151 dni, od jesieni tego samego roku znów plecy przez 161 dni i w marcu 2014 jakiś ogólny uraz przez 21 dni. Chłopak grając zawodowo w piłkę bodaj ze 3 lata opuszcza w tym czasie 333 dni i znajduje zatrudnienie gdzie? U nas oczywiście! W Kolejorzu już trochę lepiej, bo na kontuzje traci tylko 165 dni i opuszcza przez to 33 mecze. Na koniec zostawiamy oczywiście twardego wikinga, faceta ze stali. Tyle, że ta stal jest kiepsko zahartowana i ma raczej wytrzymałość styropianu. Thomas Rogne znalazł się w Lechu Poznań 1.01.2018 roku. Historia jego kontuzji była znana, sam się przyznał, że choćby w Celtiku miał przez trzy i pół roku 15 urazów!!! Ile ich było w Lechu nie umiemy zliczyć. Gra już u nas prawie tyle samo co w Szkocji i chyba ten niewiarygodny rekord … pobił! Co z tego, że gość potrafi grać w piłkę, kiedy wiecznie albo nie może, albo po urazie gra słabo. Summa summarum facet powinien rozegrać u nas przez 40 miesięcy ze 120 meczów, a udało mu się może połowę z tego w tym pewnie z 15 na dobrym poziomie.

GRUPA TRZECIA, najbardziej liczna to piłkarze niewiarygodnie często zmieniający kluby. Znów można posłużyć się przykładem auta. Kupujemy wymarzony wózek, choć używany. Samochód sprawdzamy na wszystkie sposoby, no nie ma się do czego przyczepić. Tylko brać. I już, już, gdy mamy wykonać przelew zadajemy sobie pytanie: kupujemy auto rocznik np. 2015, więc dlaczego mamy być jego PIĄTYM właścicielem? Coś jest z tym wozem nie tak, skoro tak szybko zmienia właścicieli. Laptop zamknięty, przelewu nie będzie, nasze 30 tysięcy musi znaleźć inne przeznaczenie choć auto, z którego właśnie zrezygnowaliśmy, było taką okazją. Czy takim rozumowaniem kierują się ludzie odpowiedzialni za transfery w Lechu, obracający milionami euro zamiast trzydziestoma tysiącami złotych? NIE!!! Efekt jest znany i nasz klub od lat zaludniają marni kopacze, których pozbywa się każdy, kto się na nich pozna. Są na wiecznych wypożyczeniach jeśli nie uda się sprzedać ich jakiemuś łowcy okazji. Nader często tę rolę pełni Lech, który nie potrafi uczyć się na bardzo licznych błędach .

Lista kopaczy o opisanym przebiegu “kariery” jest niestety nader obszerna, i pokrywa się częściowo z grupą pierwszą. Uprzedzamy, że dobrnięcie czytelnika do jej końca może spowodować poważny ból głowy lub dolegliwości gastryczne. Na pierwszy ogień Volkov, dla którego Lech był siódmym klubem, po odejściu od nas zaliczył w 4 lata … 9 zmian klubu!

Dla Sisiego Kolejorz był jedenastym klubem, dla Raduta szóstym. W naszej wyliczance nie może oczywiście zabraknąć niezapomnianego Duńczyka zwanego NBN. Od roku 2006 do 2016, gdy go przygarnęliśmy, zaliczył 15 zmian klubu i, co ważne, od roku 2018 do 2020 czyli po nas 6 zmian. Na bank facet nie jest w stanie wymienić (i to gdy jest trzeźwy i nie na dragach) wszystkich klubów w jakich był. Czy on na pewno miał zostać piłkarzem? Powinien grać ale jako … aktor w filmach sensacyjnych! Vujadinović -Lech jego piętnastym klubem, dla Barkrotha siódmym, dla Cywki dwunastym. Dioni zaliczył w Lechu swoje czternaste miejsce pracy, Crnomarković dziewiąte, Kraweć siódme, Kvekveskiri jedenaste, Sykora dziewiąte. Ciekawym przypadkiem jest Rakels. Otóż Łotysz trafił do Kolejorza 1.07.2017, a 14.01.2018 już go u nas nie było. Lech był jego szóstym klubem i może nie byłoby to dziwne gdyby nie to, że Rakels usiłował już wcześniej grać w piłkę w Zagłębiu Lubin, GKS Katowice i Cracovii. A więc do polskich lig się nie nadaje. W Kolejorzu jak widać nikomu to nie przeszkadzało. Może motywacją było to, że przecież z Cracovii poszedł do Anglii, a tamtejsi łowcy grajków mylić się nie mogą. Znajdują się jednak kolejni naiwni o czym świadczy to, że Rakels od stycznia 2018 do grudnia 2019 był bohaterem kolejnych … siedmiu zmian klubów! Imponujące? Wręcz przeciwnie.

Podsumowanie działalności skautingu w Lechu jest dramatycznie negatywne. Osoby tam pracujące cechują się fatalną skutecznością i doprowadziły do zmarnowania milionów euro poprzez choćby brak elementarnej wyobraźni i zdrowego rozsądku. Towar można zakupić w promocji, ale wtedy gdy jest w markecie i też nie ZAWSZE się to opłaca. Na rynku piłkarskim promocje opłacają się znacznie RZADZIEJ, gdyż prawie zawsze mają drugie albo i nawet trzecie dno. W przypadku Lecha Poznań nie opłacają się prawie nigdy, i nieliczne trafienia nie rekompensują strat. Czy panowie Rutkowski i Klimczak naprawdę tego nie widzą? Jakieś wyciągają wnioski, robią analizy, podejmują próby uniknięcia kolejnych niewypałów? Może znalezienie odpowiedzialnych za taki stan rzeczy? Ma miejsce cokolwiek z takich działań, czy nadal opaska na oczach i szukamy min na polu macając stopami? Podobna polityka obowiązuje wobec trenerów. Jest wręcz bliźniaczo podobna. To już jest jednak temat na zupełnie inną opowieść…

Didavi, Jacek_komentuje, kibol z IV, leftt, Siódmy Majster, tomasz1973


Skomentuj:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

TO TOP