Majster na stulecie

Wszystkie grzechy Żurawia

Jest kwiecień, ekstraklasowy sezon kończy się tradycyjnie w maju, ale dla Lecha i jego kibiców ten sezon już się zakończył. Zbyt wcześnie, o wiele za szybko, ponownie z niczym, kolejny raz kompromitując się przy tym na całą futbolową Polskę. Szósty sezon z rzędu będziemy oglądać fetę mistrzowską innego zespołu. Lech tradycyjnie już kończy ligę jako przegrany, a my kibice jesteśmy wystawieni na próbę. Próbę sił, charakteru, miłości i przywiązania do swojego ukochanego klubu, który w zamian za to, nie daje nam zupełnie nic. Nie daje już pozytywnych emocji, nie daje radości. Frustruje, irytuje, sprawia, że nawet najwierniejsi stają się obojętni wobec Lecha i tracą nadzieję na jakiekolwiek tytuły.

Z Lecha śmieje się cały kraj. Kolejne mecze to kolejne kompromitacje. Bułgarska już dawno przestała być twierdzą. Dziś każda drużyna przyjeżdżająca do Poznania nie boi się gry na naszym stadionie. Punkty wywozi stąd Jagiellonia grająca w 10-tkę, Wisła, Pogoń. Lech nie potrafi wygrać u siebie z Cracovią, Piastem, Zagłębiem czy Rakowem remisując swoje mecze. Takie wyniki, pozycja w tabeli, straty punktowe i słaby styl gry zespołu, już dawno powinien zmusić właściciela i zarząd do zmiany trenera. Ocena jego pracy powinna nastąpić znacznie szybciej (już w grudniu), a radykalne i szybkie działanie, byłoby szansą na uratowanie tego sezonu. Ten moment jednak został przegapiony, celowo zlekceważony, przespany. W Lechu czekano z tym zbyt długo. Zmiana następuje w momencie gdy sezon już jest dla nas zakończony. Nie gramy już o majstra, nie gramy o puchary. Bliżej nam do pozycji spadkowej. Odpowiedzialność za fatalną sytuację w ligowej tabeli ponosi w dużej mierze Dariusz Żuraw i jego sztab szkoleniowy. Przyznanie się do błędu zatrudnienia trenera amatora (nie pierwszy raz) jak zwykle przychodzi zarządowi z wielkim trudem. Stale popełniane są te same błędy, na których w klubie nikt się nie uczy i za które nikt nie ponosi konsekwencji i odpowiedzialności.

BRAK DOŚWIADCZENIA

Dariusz Żuraw, trener który nigdy nie prowadził drużyny na poziomie Ekstraklasy, na poziomie Lecha, a całe trenerskie doświadczenie i CV obejmuje pracę w II ligowym Zniczu Pruszków, skąd został zwolniony już po jednym sezonie, Odrę Opole, Miedź Legnica oraz prowadzenie rezerw Kolejorza, gdzie nie ma jakiejkolwiek presji na osiągane wyniki, miał za zadanie wyprowadzić Lecha z kryzysu, w który sam Lecha wprowadził. Taka była narracja klubu w ostatnich tygodniach. Był to pomysł równie absurdalny jak samo zatrudnienie Dariusza Żurawia na to stanowisko 2 lata temu. Już wtedy otrzymał on niczym nie zasłużony kredyt zaufania. Nie spłacił go, bo nie zdobył majstra wtedy, jak i nie zdobędzie go także w tym sezonie. Nie zdobył też pucharu. Jedynym sukcesem był awans do fazy grupowej LE.

Jeszcze w listopadzie i grudniu słyszeliśmy liczne wymówki, które miały zasłonić braki w trenerskim warsztacie Żurawia. Gra co 3 dni, ciągłe podróże, covid oraz brak czasu na trening. To właśnie tym zasłaniano nam rzeczywisty obraz sytuacji, problemy w grze defensywnej i fatalną postawę zespołu przy stałych fragmentach gry.
To wszystko miało się zmienić na wiosnę, w trakcie rundy rewanżowej, po przepracowanym okresie przygotowawczym, który jak możemy już ocenić został przepracowany niewłaściwie, po prostu źle. Lech w początkowych meczach „rundy” fizycznie odstawał od rywali. Nie biegał, nie walczył, co było widać nie tylko na murawie, ale i w statystykach biegowych Ekstraklasy. Dwa remisy na starcie i porażka w trzecim meczu z Wisłą Płock zrujnowały nasze i tak odległe marzenia i nadzieje na tytuł. Tak jak zarząd zawalił zimowe przygotowania (czytaj transfery), a właściwie ich brak, tak sztab szkoleniowy zrobił to samo, tyle że na tureckich boiskach treningowych w słonecznym Belek.

ZMIANY W SZTABIE

Tuż przed obecnym sezonem wszystkich kibiców zaskoczyła informacja o zwolnieniu asystenta trenera Żurawia, Dariusza Skrzypczaka i przesunięciu do rezerw Karola Bartkowiaka. Dwóch ludzi oddanych Lechowi, chwalonych za swoją pracę w poprzednim sezonie, zostało od pierwszego zespołu odsuniętych. Obaj mieli bardzo dobry wpływ na młodych zawodników, tych wchodzących lub grających już w „jedynce”. Widać było między nimi chemię. Sztab szkoleniowy dobrze funkcjonował. Tymczasem Dariusz Żuraw postanowił dokonać zmian i o ile miejsce Skrzypczaka zajął doświadczony Janusz Góra, pracujący z młodzieżą w Austrii, m.in. w doskonale szkolącym młodych piłkarzy Red Bullu Salzburg o tyle dziwić mogła decyzja o powołaniu do sztabu Dariusza Dudki w miejsce trenera Bartkowiaka. Jak widać po wynikach, autorski projekt i pomysł Żurawia nie sprawdził się. Efektów ich pracy nie ma. Piłkarze już nie chwalą sobie w wywiadach współpracy z asystentami jak miało to miejsce w poprzednim sezonie. Sztab, który dobrze się uzupełniał, został rozbity na własne życzenie D. Żurawia.

TAKTYKA

Broń każdego trenera. Szkoleniowcy na całym świecie szukają idealnego ustawienia swojego zespołu, by zaskoczyć ligowych rywali swoją taktyką. Czymś nowym. Innym ustawieniem zespołu. Zmianą formacji. Szukają sposobów na lepsze rozegranie piłki, płynne przejście z fazy defensywnej do ataku, ominięcie pressingu rywala lub odwracając sytuację by ten pressing zakładać lepiej, skuteczniej, by odpowiednie ustawienie zawodników w ofensywie umożliwiło szybsze dotarcie z piłką w pole karne przeciwnika. By wypracować napastnikowi idealną pozycję do uderzenia. Każdy trener zastanawia się jak poprawić, ulepszyć grę swojej drużyny. W jaki sposób bronić się przy stałych fragmentach gry. Obroną strefową, kryciem indywidualnym czy mieszanym. Zadają sobie mnóstwo pytań i szukają na nie odpowiedzi na boisku.

Dariusz Żuraw postanowił z tej broni całkowicie zrezygnować. Na jednej z konferencji prasowych oświadczył, że swojej taktyki nie zmieni, ponieważ jest to taktyka, nazwijmy to ogólno-klubowa. Tak gra Akademia i niezależnie od wyników i beznadziejnego stylu w jakim gra obecnie Lech, trener tej taktyki nie zmieni, świadomie rezygnując z najważniejszej broni jaką może dysponować. Warsztat taktyczny Żurawia podsumował i zweryfikował jego asystent Janusz Góra, który w swoim jedynym meczu zmienił taktykę gry zespołu, niwelując wszystkiej ofensywne atuty Legii. Udowodnił w ten sposób, że nie istnieje ogólno-klubowa taktyka, a wybór tej najlepszej pod rywala przynosi efekty.

Uparcie granie tego samego, czyli powolnego wyprowadzania piłki od bramkarza, do stoperów, przez Tibę lub Ramireza, aż do napastnika. Kilkadziesiąt podań między stoperami, by pod pressingiem zagrać długą piłkę „na walkę” do osamotnionego Ishaka. Dokładnie tak graliśmy za Djurdjevicia i za trenera Nawałki, gdzie Janicki z Vujadinoviciem bili rekordy podań między sobą. Aby rozszyfrować Lecha i pomysł taktyczny Dariusza Żurawia wystarczy obejrzeć jeden mecz. Wysoki pressing na Van der Harcie i na stoperach. Wyłączenie z rozegrania Tiby i cały plan taktyczny, cała układanka sypie się jak domek z kart. Archaiczny sposób myślenia lub zwyczajnie brak wiedzy i umiejętności taktycznych, sprawia, że Lech jest czytelny w swojej grze i każdy trener rywala, bez problemu potrafi przeciwstawić się i skutecznie uniemożliwić nam granie swojej piłki. Trener Fornalik, Probierz czy Leszek Ojrzyński zniwelowali niemal całkowicie nasze możliwości i zweryfikowali warsztat szkoleniowca Lecha. Długimi fragmentami mieliśmy problemy z płynnym przejściem do ataku, grając z beniaminkiem i ligowym outsiderem.

REAKCJA NA WYDARZENIA BOISKOWE

Wiele do życzenia pozostawiały także reakcje na boiskowe wydarzenia, gdy w trakcie meczu trzeba dokonać zmian, które wpłyną na końcowy wynik. Jak ważne są odpowiednie zmiany w 90-ciu minutach meczu doskonale obrazuje mecz Węgry-Polska i zmiany przeprowadzone przez nowego selekcjonera naszej reprezentacji, Paulo Souse. Zadziałał „nos trenera”. Niestety w Lechu przeprowadzane zmiany częściej zawalały mecz. Można przywołać potyczkę z Jagiellonią, gdzie wprowadzony Czerwiński dwukrotnie zamieszany był w utratę bramek, mimo gry w przewadze. Nie pierwszy raz Żuraw dokonywał 2 lub czasem 3 zmian w linii defensywnej co powodowało chaos w obronie i przyczyniało się do utraty bramki. A jak dodamy do tego notoryczne „rzucanie” zawodników do gry na nieswoich pozycjach. Gdzie nie są wstanie pokazać umiejętności, otrzymujemy obraz drużyny bez taktyki, bez pomysłu, w nieładzie.

CHARAKTER

Drużyna, jej charakter, ambicja, sposób gry jest lustrem trenera. Jego odbiciem. To trener odciska piętno na swoim zespole. To on i jego sztab ma wpływ na to jak zespół, jako całość wygląda podczas meczu. Styl gry, wybieganie, walka, to elementy które charakteryzują dobre zespoły i dobrych trenerów. Charakter i charyzma szkoleniowca ma bezpośredni wpływ na szatnię, na zawodników. Piłkarzom nie można odmówić ambicji. Na pewno chcą zwyciężać. Najlepszym przykładem jest mecz z Wartą wygrany w ostatniej minucie meczu, czy wcześniejszy mecz z Radomiakiem. Jednak ten upór w dążeniu do zwycięstwa nie zawsze jest widoczny. Właśnie w meczu z Wartą, po raz pierwszy od 2 lat, 3 miesięcy i 2 dni Lech wygrał mecz, który przegrywał. Odwrócił losy spotkania. Czekaliśmy ponad 2 lata na pokonanie rywala, który pierwszy strzelił gola. Właśnie w tym czasie trenerem Kolejorza był Dariusz Żuraw. W jaki sposób mamy zdobyć majstra jeżeli stracona bramka to dla nas cios po którym nie potrafimy się podnieść. Czy sam ten fakt nie dyskwalifikował trenerskiego warsztatu Żurawia?

ZAKOŃCZENIE

Każdy kolejny tydzień. Kolejny mecz. Następna kolejka z Dariuszem Żurawiem na ławce była stratą czasu. Większość kibiców dostrzegła to już wcześniej. Wielu z nas wiedziało to już na starcie, w momencie zatrudnienia trenera, który dopiero uczy się zawodu. Tak było z Djurdjeviciem, z Rumakiem. Obaj nie mieli odpowiedniego doświadczenia by prowadzić Lecha, dla obu był to poligon doświadczalny, pierwsza prawdziwa, poważna praca trenerska w karierze. Lech przez lata na to stanowisko nie zatrudniał fachowców. To byli amatorzy, uczniowie, debiutanci. Gdy zwalniano Djurdjevica, Piotr Rutkowski stwierdził, że jego zatrudnienie nie było dobrą decyzją. Uznał bowiem, że dla Ivana było za wcześnie na taką pracę. Niedługo po tym, uznano, że świetnym pomysłem będzie zatrudnienie na tym stanowisku innego trenera bez żadnego doświadczenia, czyli Dariusza Żurawia. Kuriozum.

Lech jest mistrzem w zatrudnianiu szkoleniowców bez osiągnięć, bez doświadczenia, bez tytułów. Takich którzy nigdy nic nie wygrali. Trenerów tanich, dla których Lech to piłkarski szczyt, z którego szybko spadają na samo dno. Oprócz wymienionych wyżej na tę listę dopisać można m.in. Jose Mari Bakero czy Jana Urbana, który po Lechu prowadził już tylko Śląsk Wrocław. Nikt inny go już nie zatrudnił. Właściciela naszego Lecha i zarząd cechuje także gra na czas. W tym elemencie nie mają sobie równych. Analizy porażek, przejściowe sezony, nikomu nie śpieszy się by zdobyć tytuł.

Bez znaczenia są przegrywane mecze, tracone punkty. Przyznanie się do błędu, zmiany, to ostateczność do której dochodzi, gdy sezon jest już zmarnowany, przegrany, Lech jest skompromitowany na oczach całej Polski, a złość kibiców sięga zenitu. Dariusz Żuraw ciągle mówił o analizie sytuacji i meczów. Trener wielokrotnie mówił o ciężkiej pracy jaką ma wraz z zespołem do wykonania. Problem w tym, że ta praca nie dawała żadnych efektów, nie przynosiła wymiernych korzyści. A wnioski po analizach nie były wyciągane. Jego średnia punktowa to 1,54 pkt na mecz. Lepszą średnią notował zwolniony Nenad Bjelica, Mariusz Rumak, Jose Mari Bakero i Franciszek Smuda. A więc, większość trenerów, którzy ostatecznie z Lechem niczego nie wygrali. Nawet oni potrafili wykręcić lepsze liczby niż Żuraw.

Po 2 latach jego pracy, nasza gablota dalej stoi pusta. To jest jedyny wyznacznik, który powinien decydować o losach trenerów Lecha. Nie liczba wychowanków w pierwszym składzie. Nie liczba debiutantów, ani też zarobione przez klub pieniądze z ich wypromowania. Tytuły, trofea. Tylko to. Lech z decyzją o zwolnieniu Żurawia czekał zbyt długo. A tymczasem my czekamy już 6 rok, na kolejne święto przy Bułgarskiej. Zegar nieubłaganie tyka, wskazówki przyspieszają, odrywamy kolejne kartki kalendarza, wiedząc, pamiętając o dacie od której wszystko się zaczęło. Następny sezon będzie wyjątkowy. Już za rok obchodzić będziemy 100 lecie powstania naszego klubu. #MajsterNaStulecie Tego chcemy, tego żądamy. 19 marca 2022 roku chcemy być liderem, patrzeć na wszystkich z góry, dumnie prezentować nasze barwy i nasz herb, zmierzając po 8 tytuł mistrzowski. A w maju chcemy świętować! Żeby to osiągnąć potrzeba naprawdę wielu zmian w pionie sportowym, w gabinetach i w szatni. Zatrudnienie nowego trenera, Macieja Skorży niech będzie pierwszy krokiem. Pierwszą rozsądną decyzją. Początkiem zmian. Przychodzi, a właściwie wraca do nas trener, który chce wygrywać. Trener z doświadczeniem i tytułami. Przeciwieństwo Żurawia i innych trenerów rozpoczynających swoją karierę od Lecha. Sezon jubileuszowy to nie czas na eksperymenty, nie czas nauki dla trenera, też nie okazja do promowania młodych zawodników Akademii. Absolutnie wszystko należy postawić na jedną kartę, na majstra! Czas zapisać kolejną kartę pięknej historii Lecha. To ostatni dzwonek dla zarządu. Ostateczna weryfikacja.

Didavi, Jacek_komentuje, kibol z IV, leftt, Siódmy Majster, tomasz1973


Skomentuj:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

TO TOP